Maj 2009

Dmuchana banda w Krośnie

Dmuchana banda w Krośnie

W czwartek rozpoczął się montaż dmuchanej bandy przy torze żużlowym na stadionie przy ul. Legionów. Cały koszt dostawy i zainstalowania „dmuchawca” wyniósł 65 880 złotych. Montuje go firma Tent Grupa s.c. z Białegostoku. W piątek do Krosna miał przyjechać sędzia Ryszard Głód, który zająć miał się przeprowadzeniem weryfikacji krośnieńskiego toru.

>>

Inaczej patrzę na Ziemię

Inaczej patrzę na Ziemię

Razem z Marianem Puszem piliśmy kolejne piwo. Staliśmy przy kiosku, którego już nie ma i rzucaliśmy szalone pomysły: -A może by tak wyprawić się „maluchem” dookoła świata? A może polatać balonem?

Był 1975 rok, studiowaliśmy na Filii Uniwersytetu Warszawskiego w Białymstoku. Żyliśmy w zamkniętym kraju, szarym mieście, ale mieliśmy po 25 lat i wydawało nam się, że wszystko jest możliwe. Zdobycie balonu też!

Szybko jednak okazało się, że nie uda się go kupić w żadnym sklepie. Że musimy zbudować go sami. Ale jak? Z czego?

Sport balonowy, chociaż to chluba Polski przedwojennej, był na wymarciu. Żyło jeszcze trzech pilotów balonowych (Stefan Makne, Ireneusz Cieślak i Józef Zych) i to od nich dostaliśmy bezcenne rady. Na podstawie rysunku, który dziś jest w archiwum Klubu Balonowego, krok po kroku realizowaliśmy nasze marzenie.

To były czasy kiedy wszystko musieliśmy zdobywać, o wszystko walczyć. Każdą rzecz „wyjeździć”. Ciągle byłem w trasie. Żeby było taniej noce spędzałem w pociągu, w dzień załatwiałem sprawy. Materiał na powłokę zamówiliśmy w Bielawie, gumowanie w Grudziądzu, kosz ratanowy zrobił wikliniarz spod Poznania. Obręcz nośną (10-metrową stalową rurę) cudem kupiliśmy w Katowicach i z moją przyszłą żoną przywieźliśmy z przesiadkami, tramwajem do Gliwic. Dziewczyny z białostockiego Bielpo zszyły ze sobą tak jak skórki od banana 440 kawałków materiału o powierzchni 800 m2. Tytaniczna praca! Później trzeba było je laminować (żeby balon był szczelny). Sami wycinaliśmy cienkie paseczki materiału i kleiliśmy, żeby powietrze nie uciekało przez szwy. A ile przy okazji nawdychaliśmy się kleju!

W tym wszystkim było coś niesamowitego. Dla nas to był zryw studencki, szaleństwo. Dla dziewczyn, które szyły, coś kompletnie nie racjonalnego. Żadna z nich nigdy nie widziała balonu na żywo. Kierowniczka produkcji się dziwiła: -Balon będzie rósł i rósł, to jak przejdzie przez drzwi?

Był 1978 rok. W Warszawie zobaczyłem plakat, na którym pysznił się balon obwieszony flagami różnych krajów. Fidel Castro zapraszał na Kubę na Festiwal Młodzieży i Studentów. Skoro zapraszał… musimy lecieć!

Władze kupiły pomysł. Nasz balon to była świetna akcja propagandowa dla całego bloku wschodniego. A na taką nikt z decydentów PRL nie żałował pieniędzy. Sam Castro wydał zgodę na nasz przelot. Na zebraniu słuchaliśmy kubańskich poleceń: „Polecicie tędy, skręcicie, dalej prosto, zawrócicie!”. Śmialiśmy się w duchu, bo przecież balon pod wiatr nie poleci.

Z balonem zjeździłem cały świat. Nie sposób wyliczyć krajów, w jakich byłem. Szczególnie zapamiętałem Australię. Pojechaliśmy tam w 1988 roku, bez pieniędzy, w ciemno, żeby wziąć udział w zawodach balonów na ogrzane powietrze. Trasa wiodła z brzegu Oceanu Indyjskiego (Perth) na brzeg Oceanu Spokojnego (Sydney).

Lecieliśmy nad Canberrą. Patrzymy w dół, na ulicach wielki korek. Ludzie jadący do pracy nie spodziewali się balonu. Przeżyli szok. Zadzierali głowy do góry i szczęście, że nie skończyło się to kraksą. Nasz lot szczególnie przeżyli Polacy z emigracji solidarnościowej stęsknieni za Polską.

Patrzę w niebo, a nade mną balon – opowiadał mi później jeden z nich. – I to w dodatku z napisem „Białystok”. Myślę: Chyba zwariowałem, to nie możliwe… Przecieram oczy. I widzę biało-czerwoną flagę.

Pisały o nas australijskie gazety, telewizja zrobiła film.

Całe moje życie podporządkowane jest jednej pasji – balonom. To ona nadaje mu sens. Na początku marzyłem, żeby tylko wznieść się w niebo, później fascynowało mnie latanie sportowe, zawody, teraz prowadzę firmę, która ma w ofercie pasażerskie loty balonem, reklamę pneumatyczną. I wciąż każdy lot sprawia mi przyjemność.

>>